Wszystko, co wiemy, co przeżywamy i co traktujemy jako przeszłość znajdywaną w historiografii, bierze się z doświadczenia myślenia o niej, a nie z niej samej. Owo zasłonięcie dostępu do przeszłości, jaki funduje nam kultura jest jednocześnie oddaleniem pretensji do niezapośredniczonego orzekania o niej i źródłowego doświadczania jej jako samej w sobie. Powtórzmy, więc, wszystko, czego dowiadywaliśmy się o przeszłości wiemy z kulturalizującej nas kultury. Jest tak, dlatego, że przeszłości nie możemy doświadczać bezpośrednio, ani wydobywać ją ze źródeł, w których jakoby tkwi, ani „ słuchać" ich, bo one same nie mówią; ani dojrzeć w nich minioną realność ludzką, bo wypatrzeć się jej w nich nie da. Matryce historycznej wyobraźni fundują porozumienie między „ bliźnimi w profesji" lub szerzej „ bliźnimi w kulturze", uwzględniają, bowiem obowiązujące zasady prowadzenia dyskursu argumentacyjnego, w tym normy umożliwiające intersubiektywną komunikowalność. Jedną z nich są przeświadczenia o kształcie „ rzeczywistości obiektywnej". Zgoda, co do jej kształtu daje możliwość dyskusji wspólnotowej, krytycznego dialogu, chroni i propaguje zasadę życzliwej interpretacji, umożliwiającą wypełnienie przez dyskurs historyczny swej kulturowej funkcji polegającej -jak utrzymuję - na dostarczaniu semantyki dla komunikacji kulturowej.